Przejdź do treści

28.06.2026 · Homilie

Homilia — XIII Niedziela Zwykła, 28 czerwca 2026

„Kto nie bierze swego krzyża…”

Kochani moi,

  • zaczynają się wakacje. Dla wielu z nas to pierwsza niedziela, po której nie trzeba już patrzeć na zegarek. Bo lato to czas, kiedy życie wreszcie zwalnia - i może właśnie dlatego jest dobrym momentem, by usłyszeć trudne słowo.
  • Bo na trudne słowa Ewangelii trzeba mieć czas. W biegu codzienności przelatujemy nad nimi. A latem można się przy nich zatrzymać, trochę głębiej zrozumieć.
  • Przed chwilą usłyszeliśmy jedno z takich zdań, przy którym i ja przez lata wciąż się potykam: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien”.
  • Zmagam się z tym tekstem od dawna - nie dlatego, że go nie rozumiem, ale dlatego, że za dobrze rozumiem, co mi podpowiada.
  • Bo Pan Jezus nie mówi: „kto wybierze sobie ładny, wygodny krzyż”. On mówi: „kto bierze swój krzyż”. A nasz krzyż prawie nigdy nie jest tym, który byśmy sobie wybrali. On najczęściej zostaje w nasze życie rzucony - nie zaplanowany, nie zasłużony. I dlatego pierwszym odruchem serca, gdy słyszę „weź, bierz swój krzyż”, jest bunt.
  • Między „wziąć” a „przyjąć” rozciąga się czasem cała nasza droga życia.
  • Chciałbym opowiedzieć Wam pewną historię - o małej palmie, która rosła na skraju pustyni, nad brzegiem słonego morza.
  • Zdarzyło się raz, że pewien wędrowiec zabłądził na pustyni. Kilka dni szedł bez wody, w okrutnym żarze, tracąc nadzieję, że przeżyje. I nagle zobaczył na horyzoncie wodę. Najpierw myślał, że to fatamorgana, ale serce zabiło mu mocniej. Przyspieszył, potem biegł - już czerpał wodę do ust… i poczuł, że jest słona. Cała nadzieja zamieniła się w złość. W swojej bezsilności chwycił leżący obok ogromny kamień i z całej siły cisnął go w małe drzewko - w bezbronną palemkę.
  • Głaz przygniótł ją do ziemi. Drzewko próbowało jeszcze zrzucić ciężar - bezskutecznie. Kamień był za ciężki, a palma za mała. Połamana, wydana na pastwę słońca, chciała się już poddać. Ale gdzieś w środku tliła się w niej siła. Jakby ktoś podpowiadał: dasz radę, tylko musisz ten kamień przyjąć.
  • Mijały dni. Drzewko powoli zbierało siły, a jego korzeń musiał teraz bić jeszcze głębiej w ziemię. I pewnego dnia dotarł do źródła. Spod korzeni wytrysnęła najczystsza woda. Po latach można było zobaczyć rzecz dziwną: ogromną, jedną z najpiękniejszych palm w okolicy, która miała w samym sercu korony wrośnięty potężny kamień. A spragnieni wędrowcy, przychodzący do źródła, patrzyli na to drzewo z zachwytem.
  • W tym opowiadaniu można usłyszeć motyw dzisiejsze Ewangelii.
  • Ten kamień nie został wybrany przez drzewko - został on rzucony, niesprawiedliwie, w sam jej środek. I pierwszą reakcją palmy była walka. To jest nasz bunt. I powiem wyraźnie: ten bunt nie jest grzechem. W przyjmowaniu krzyża jest miejsce na łzy i na pytania „czemu ja”?
  • Ale dzieje się coś jeszcze. Ten sam kamień, którego drzewko nie chciało, zmusił jego korzeń, by sięgnął głębiej - aż do wody. Gdyby nie jego ciężar, korzeń zostałby przy powierzchni, a palma po jakimś czasie uschłaby jak setki innych. To właśnie przez ten kamień przygniatający do ziemi, palma zapuściła głęboko korzeń ku źródłu życia.
  • Chrześcijaństwo nie obiecuje życia bez kamienia. Obiecuje, że pod tym kamieniem - jeśli pozwolimy mu wcisnąć nasz korzeń głębiej - czeka źródło: sam Chrystus, woda żywa.
  • I tu wracam do wakacji. Bo lato to czas, kiedy łatwiej sięgnąć głębiej. Pomyślcie o górskim szlaku: idzie się pod górę, plecak ciąży, serpentyna za serpentyną, a w połowie drogi przychodzi pokusa, żeby zawrócić. I właśnie wtedy, gdy jednak się nie poddamy - za zakrętem, trafia się na źródełko - zimna woda, chwila postoju, wytchnienia. To są te chwile, kiedy coś, z czym szarpaliśmy się miesiącami, ma szansę w nas dojrzeć.
  • Bo - jak mówiło opowiadanie - „mijają dni, powoli drzewko zbiera siły”.
  • Przyjęcie krzyża to nie jeden heroiczny akt. To droga: najpierw godzenie się, potem powolne dojrzewanie, a na końcu - rozumie się więcej, rozumie się inaczej.
  • Może te wakacje są nam dane właśnie po to, by jakiś korzeń w nas sięgnął trochę głębiej.
  • Bo dziś jest tyle spraw, których człowiek przyjąć nie chce - woli po swojemu. Jakiś ciężar, która na nas spada. Albo strata, która nie chce się zagoić. Życie, które ułożyło się inaczej, niż planowaliśmy.
  • Chcielibyśmy ten kamień odrzucić. A Ewangelia mówi dziś coś trudnego i pięknego zarazem: nie musisz tego kamienia pokochać, nie musisz udawać, że jest lekki - ale pozwól, żeby twój korzeń przebił się ku Źródłu.
  • A wiecie, co jest w tej historii najbardziej zdumiewające? Że kamień na końcu nie zniknął. Został - wrośnięty w samo serce drzewa. Ale przestał być tylko ciężarem; stał się częścią jego piękna, jego historii, jego życia.
  • Zmartwychwstały Chrystus też zachował swoje rany - a one już nie krwawiły, one jaśniały i stają się dla nas zdrojem zbawienia.
  • Krzyż przyjęty, z czasem przestaje być już tylko krzyżem.
  • I to jest życzenie, które chcę dziś zostawić na początku wakacji. Żeby był to czas nie tylko odpoczynku ciała, ale i cichego dojrzewania serca. Żeby kiedyś - może po latach, może bardzo powoli - to, co dziś przezywamy jako ogromny ciężar życia, stało się tym, co dało nam głębszy korzeń i czystsze źródło.
  • Oby spragnieni ludzie mogli kiedyś przyjść do nas - jak do tego dziwnego drzewa z kamieniem w sercu i krynicą u korzeni - i napić się, i zaczerpnąć, tego co najcenniejsze w człowieku….

Dobrych, błogosławionych wakacji.

Amen

Podziel się: Facebook

Inne homilie

← Wszystkie homilie